Wysoki budżet(turysta) Budżet dzienny: 574 zł za 2 os. 192 zł za osobę. 96 zł za osobę. 57 zł za osobę. Całkowity budżet: 17647 zł * (1539860 Ft) * Szacowany budżet lokalny dla 2 osób na 2 tygodnie (bez biletów lotniczych). ILE PIENIĘDZY NA 3 TYGODNIE DO USA: najświeższe informacje, zdjęcia, video o ILE PIENIĘDZY NA 3 TYGODNIE DO USA; Ile pieniędzy na tydzień? Ile pieniędzy potrzebujesz ze sobą do Pragi … – vabkhaziizhit.ru; Ile kosztuje weekend w Pradze? Ceny w Pradze. – Madziof .pl; Ile kosztuje weekend w Pradze? | WerandaWeekend.pl; Ile zabrać ze sobą do Pragi. Ile pieniędzy zabrać do Pragi na … Ile koron potrzebujesz w Pradze. Ile pieniędzy zabrać do Pragi … Praga: Jak przygotować się na wycieczkę w 2022 roku? Przygotowanie się do wycieczki do Pragi w 2022 roku wymaga odpowiedniego planowania. Przede wszystkim należy zarezerwować bilety lotnicze lub kolejowe, jeśli planujesz podróżować z innego kraju. Następnie należy zarezerwować nocleg w hotelu lub hostelu, aby mieć gdzie spać. Kolejnym krokiem jest zaplanowanie trasy wycieczki Republika Madagaskaru, pomimo odległego położenia od Europy, stanowi często wybierany kierunek wakacyjny. Jeśli jesteście Państwo zainteresowani podróżą „na koniec świata”, koniecznie zapoznajcie się z aktualnymi cenami na wyspie. Ceny podstawowych produktów w sklepach - Cena litra mleka – 3 500.00 MGA (0.87 EUR; 0.99 USD; 3.80 PLN). - Cena 12. sztuk jajek – 6 100.00 jeśli pieniądze są przesyłane w przesyłkach - organy celne mogą wymagać od nadawcy lub odbiorcy lub ich przedstawiciela danych środków pieniężnych - w zależności od przypadku - aby złożył deklarację ujawnienia pieniędzy w ciągu 30 dni. Przejdź do rozporządzenia wykonawczego i wzorów formularzy na stronie internetowej EUR-Lex. . Stolica Czech jest miastem ładnym - to oczywiste. Jest jednak również miastem dość ciasnym - kręte i wąskie uliczki pełne zarówno samych prażan, jak i turystów z różnych zakątków świata, dość szybko powodują spory tłok. Wydawać by się mogło, iż bez nauczenia się po czesku kilku zwrotów grzecznościowych, typu "przepraszam", szybko w tej masie ludzi utoniemy. Nic bardziej mylnego. Sami Czesi, choć zapewne owe zwroty grzecznościowe w swym języku znają, zwyczajnie ich nie stosują. By przebić się w miarę w jednym kawałku przez praskie ulice, bardziej od zdolności językowych przydadzą się nam łokcie i spory tupet. Jadąc do Pragi, nie ucz się więc zwrotów grzecznościowych w miejscowym języku. Bo, o ile kiedyś być może istniały - dziś już odeszły w zapomnienie. Nie licz na "dziękuję", nie licz na "przepraszam". Poza "dziękuję" i "przepraszam" dobrze byłoby jednak nauczyć się wszystkich innych słówek po czesku, bo po angielsku dogadać jest się raczej trudno. Czy to lepsza restauracja, czy przydrożny McDonald, czy "Bar u Szwejka", czy choćby kasjerka w TESCO - po angielsku odpowiedzieć będą mogli naprawdę nieliczni. A Twoje usiłowania, jako obcokrajowca, by wytłumaczyć o co chodzi, szybko spełznąć mogą na niczym. Wola zrozumienia Ciebie przez drugą stronę będzie mocno ograniczona, o ile w ogóle istnieć będzie w jakimś minimalnym choćby stopniu. To Ty masz w końcu problem, nie tym wiąże się sprawa kolejna: jadąc do Pragi, zabierz ze sobą albo bardzo dobrą mapę, albo GPS-a. Bo kiedy już się zgubisz, to będzie ciężko uzyskać od przechodniów informację, w jaki sposób mógłbyś dotrzeć do obranego celu. Niech zobrazowaniem sytuacji będzie historia, która przydarzyła się mnie i mojej dziewczynie: stałyśmy przy dworcu autobusowym Praha Florenc bezskutecznie usiłując znaleźć tabliczkę z nazwą ulicy, na której się znajdujemy. Niedaleko nas stała pewna pani, która pracowała na pobliskim parkingu strzeżonym. Kinga, to jest moja dziewczyna, podeszła do niej i z uśmiechem na twarzy spytała, czy owa pani mogłaby udzielić nam informacji, jak nazywa się ulica, która znajduje się przed nami? Reakcja była niejako kwintesencją całego nastawienia mieszkańców Pragi do turystów: pani krzyknęła po czesku, że nie ma ochoty nam pomagać, machnęła na Kingę ręką i odwróciwszy się na pięcie odeszła w kierunku do nas przeciwnym. Konsternacja moja i mojej dziewczyny zakończyła się pobłażliwym uśmiechem i wsadzeniem nosa ponownie w mapę. Ulicę, której poszukiwałyśmy udało się szczęśliwie po chwili jesteś wegetarianinem/weganinem, weź ze sobą spory zapas zupek chińskich. Jedzenia bez mięsa jest bowiem w Pradze jak na lekarstwo. A jeśli w menu będzie już wyszczególniony dział "dań bezmięsnych", to radzę uważać, bo znaleźć mogą się w nim takie "kwiatki", jak... spaghetti bolognese czy restauracjami powiązana jest zresztą również kolejna rada: nie nastawiaj się na miłą obsługę. W Pradze obowiązująca bowiem na całym świecie zasada "klient ma zawsze rację" przechodzi swego rodzaju modyfikację na "to kelner ma zawsze rację". My siedzieliśmy w pewnej restauracji w większej grupie (kilkanaście osób). Cztery osoby z naszego stolika zamówiły sałatkę z łososiem. Kelner przyniósł zamiast niej łososia w kawałku - danie - nota bene - ponad dwa razy droższe od tego, które zostało zamówione. W momencie, kiedy spokojna prośba o zmianę dania nie poskutkowała, wdać musieliśmy się w niekrótką utarczkę słowną, która zakończyła się prośbą o rozmowę z menadżerem restauracji. Menadżer przyszedł i stanął po stronie... kelnera. Rozmowa przedłużyła się na kolejne kilkanaście minut. Danie zostało - koniec końców - wymienione, ale w atmosferze daleko odbiegającej od tej, w której chciałoby się jeść obiad na urlopie. O moich grillowanych warzywach - w całym tym zamieszaniu - zapomniano. Kiedy się o nie upomniałam dostarczone zostały bardzo szybko. Niestety, całkowicie już zimne. Będąc w restauracji w Pradze, nie wolno zapomnieć Ci również o napiwku! Jeśli Ci się to jednak przydarzy, kelner nie omieszka się o niego upomnieć. Tonem niekoniecznie uprzejmym. Upomni się o niego również wtedy, kiedy obsługiwał Cię w atmosferze takiej, jak powyższa. Jeśli odmówisz - usłyszysz, że nie jesteś ponownie mile widziany w tej resturacje zaskakują niejednym - również tym, że niemożliwy jest podział rachunku, kiedy siedzi się przy jednym stoliku. Chciałam zapłacić za siebie i swoją dziewczynę wcześniej, bo spieszyłyśmy się na powrotny autobus do Berlina. Odmówiono mi. Kiedy powiedziałam, że jeśli nie zapłacę teraz, a będę czekać na resztę grupy, to spóźnię się na opłacony autobus i nie wrócę do Niemiec, kelner wzruszył ramionami stwierdziwszy, że to nie jego do Pragi, weź dużo pieniędzy. Niektóre ceny są wręcz zaporowe. Za źle zmiksowanego, niewiele ze swym faktycznym pierwowzorem drinka mojito zapłacimy w Pradze równowartość około 8 euro. W Berlinie drinka tego samego rodzaju - smakującego faktycznie tak, jak powinno smakować mojito - zapłacimy w samym centrum, w jednym z najpopularniejszych barów wśród turystów, niecałe 7 euro. A w każdym innym barze, który nie jest oblegany przez turystów od 3,50 do 6 euro. A inne ceny w Pradze? Dwa ugotowane ziemniaki posypane grana padano - prawie 3 euro, wspomniane już grillowane warzywa (czytaj: jedna mała marchewka, 1/5 kolby kukurydzy, jeden plaster bakłażana, ćwiartka cebuli) - 4 euro, piwo z beczki - 4 euro, malutki blaszany kubeczek z napisem "Praha" - 8 euro, wejście na wieżę widokową - 4,50 ostatnia sprawa - nocleg. Nie nastawiaj się na dobry standard. Spałyśmy w hotelu czterogwiazdkowym - prysznic przeciekał tak, że po każdej kąpieli w łazience była powódź. Raz wysiadł prąd i nie było go przez całą noc. Na śniadanie (które kosztowało ekstra 7 euro za osobę) podawano 2 rodzaje sera, 2 rodzaje szynki, jajecznicę, bułki i owoce z puszki (czyli w zasadzie - sam cukier, a nie owoce). Ani jednego plastra pomidora, ani jednego liścia sałaty, ani jednego minimalnego kawałka choćby ogórka. A ser nie grzeszył świeżością. Do wyboru było jeszcze muesli, ale tak twarde, że nikomu, kto dba o swoje uzębienie. nie potrafiłabym go polecić. I jeszcze jedno: w hotelu to również obsługa ma zawsze rację, nie klient. (Wtedy jeszcze) narzeczony siostry mojej dziewczyny próbował wytłumaczyć pani z recepcji, że on nie chce spać w pokoju z widokiem na ścianę. Pokój był tak ciemny, że i w ciągu dnia palić trzeba było światło. Skończyło się na wezwaniu menadżera hotelu, który - jak już się zapewne domyślasz - stanął po stronie recepcjonistki. Wytłumaczenie? "Pan, rezerwując pokój nie stwierdził, że chce mieć piękny widok z okna". Odpowiedź? "Nie stwierdziłem też, że chcę pokój z widokiem na ścianę". Rezultat? Kilkanaście minut kłótni, zszarpanych nerwów, nieprzyjemnej atmosfery i pokój się jednak znalazł. Bez ściany bezpośrednio za oknem. Można było się więc szykować na ślub, który odbyć się miał Dość ładne miasto, które niewarte jest jednak tego, by strzępić sobie nim nerwy. Drogo, niesympatycznie, nieprzyjemnie i nieprofesjonalnie. Czechy - jedyny kraj, w którym do tej pory byłam i do którego nie mam ochoty powracać. Pieniądze na podróże – skąd je brać? Niby w Polsce o pieniądzach mówić się nie lubi, ale gdy przychodzi co do czego, to każdy chciałby wiedzieć „Jak oni to robią, że tyle podróżują i skąd biorą na to pieniądze?” i co ważniejsze „Co muszę zrobić, żeby mieć tak samo lub lepiej?”. Odpowiedzi na te pytania były już w Internecie omówione wielokrotnie. Jednak musimy wtrącić swoje przysłowiowe trzy grosze do tej popularnej ostatnio dyskusji, gdyż na tą sprawę patrzymy z trochę innej strony. W pewien sposób czujemy się zobowiązani wobec Was do podzielenia się sposobami, które umożliwiają nam częste podróże. Skoro zachęcamy i namawiamy do wyjazdów, to musimy też odpowiedzieć na pytanie – jak? Od razu zaznaczamy, że to nie jest artykuł dla osób, które nie muszą się przejmować wyjazdowym budżetem, które podróżują często i bez ograniczeń, mogą sobie pozwolić na kupowanie biletów w ostatnim momencie, spanie w porządnych hotelach, jedzenie w restauracjach, korzystanie z najdroższych atrakcji. Ten wpis jest dla osób, które pragną podróżować, ale za bardzo nie wiedzą jak się za to zabrać, bo ciągle brakuje pieniędzy, czasu, odwagi. Oczywiście nie chodzi tu o to, że osoba, która jest zamożna i może sobie pozwolić na luksusowe wakacje, nie odnajdzie w tym artykule inspiracji. Znajdzie, jednak niektóre nasze sposoby mogą się okazać dla niej po prostu nieprzydatne, bo zwyczajnie nie musi się już takimi sprawami przejmować. Skąd pieniądze? Zacznijmy od tego, że nikomu nie zaglądamy do portfela – kto, jak, gdzie i za ile podróżuje, to nasza prywatna sprawa. Można dobrze zarabiać, oszczędzać, polować na promocje, wygrać na loterii, wyprzedawać majątek, być zamożnym, dostać bilety w prezencie urodzinowym, albo po prostu – zastrzyk gotówki od rodziny, stypendium czy premię w pracy. Jest to dość oczywiste – jeśli chcesz jeździć, coś tam zawsze musisz mieć. Nawet jak pojedziesz stopem, nawet jak będziesz spać u znajomych – człowiek musi chociażby jeść i pić, a skoro już gdzieś jedzie, to z pewnością nie chce sobie żałować i np. nie wejść do jakiejś płatnej atrakcji. Pracujecie, ale to nie starcza? Na pytanie „skąd masz pieniądze na podróże?” odpowiedź jest bardzo zaskakująca. Na pewno się jej nie spodziewacie. Także przygotujcie się na niemałe zaskoczenie. Siedzicie? Otóż, aby móc podróżować najpierw trzeba… zarobić. Szokujące prawda? Bo przecież skoro wyjeżdżamy z domu tyle razy w ciągu roku, to albo te pieniądze niezasłużenie dostaliśmy, albo je komuś ukradliśmy. Albo mamy ukrytą fortunę, o której nikt nic nie wie. A tak serio, to żeby jeździć, trzeba mieć jakiś stały, systematyczny dochód, który nam to umożliwi. Jak sobie na podróż sami nie zapracujemy, to nigdzie nie pojedziemy. Oczywiście, można mieć inne źródła dochodu – wszystkie inne przypływy gotówki – prezenty, premie świąteczne, kasa uzyskana ze sprzedaży, oszczędności, odziedziczony spadek, finansowanie przez rodzinę. Są to niestety sumy dodatkowe i nieoczywiste, które nie zdarzają się na co dzień, chociaż są cudownym zastrzykiem dla naszego podróżniczego budżetu. Jednak dla większości z nas to zawsze praca będzie podstawowym źródłem utrzymania – także w podróży. Ale zaraz powiecie, że zarabiacie za mało, by móc podróżować. Więc co jeszcze? Oszczędzacie, ale wciąż macie za mało? Sprawa tak oczywista, że aż ciężko tu coś odkrywczego napisać. Odkładając pieniądze do skarbonki jesteśmy w stanie zrealizować nasze podróżnicze marzenia. Im więcej uzbieramy, tym dłuższe i dalsze mogą być nasze wyjazdy. Kolejne powiedzenie – grosz do grosza i będzie… podróż! I w tym wypadku pewnie macie zastrzeżenia – powiecie, że przecież oszczędzacie i nic z tego nie wychodzi. Jesteście w stanie odłożyć w ciągu roku np. 1000 zł. A za tyle nie polecicie np. do Ameryki Południowej. Pracujecie, oszczędzacie, chcecie podróżować. Ale to ciągle za mało. Marzycie o dalekiej podróży do Ameryki, z której nic nie wychodzi, bo ciągle brakuje Wam pieniędzy na bezpośredni lot czy domek przy plaży. Wiecie co trzeba w takim momencie zrobić? Zejść na ziemię. Najwyższa pora zmienić oczekiwania Nie stać Was, żeby teraz jechać do Argentyny? Zaplanujcie tańszą i bliższą podróż. Sprawdźcie, które kraje są najtańsze do podróżowania. Tanio jest w Tajlandii, za niewielkie pieniądze można dolecieć do Wietnamu, Kazachstanu, czasem Indii. Nie wspominając już o Maroku, Izraelu, Gruzji i krajach europejskich. Czy podróż w te miejsca byłaby taka zła? Bo nie jest Waszą wyśnioną Ameryką? Kto powiedział, że musicie zaczynać z grubej rury? My zanim polecieliśmy na inny kontynent również przebieraliśmy dość długo nogami i minęło sporo czasu, zanim nam to się udało. To nie jest tak, że rezygnujemy z marzeń, ale warto liczyć siły na zamiary. Czy nie lepiej odłożyć podróż na Islandię na późniejszy termin, żeby móc oszczędzić więcej, a nie pchać się tam teraz, kiedy z funduszami kiepsko, męczyć się cały wyjazd, jeść tylko konserwy i zamartwiać, że nie starczy nam pieniedzy do końca pobytu? Wolimy pojechać do Albanii lub gdzieś gdzie jest tanio i stać nas na fajne wakacje. Islandię zostawiamy na taki moment, kiedy będziemy bogaci 😀 Jak już jechać, to z przytupem. Na wszystko przyjdzie czas – na podróż na Islandię również. Teraz cieszmy się tymi możliwościami, które są w zasięgu ręki. Priorytety To najistotniejszy element tej układanki. Umiejętne wyznaczanie sobie priorytetów jest kluczem do sukcesu. Ten element umożliwia nam właśnie tak liczne podróże. Załóżmy, że z wypłaty pozostaną Wam wolne środki w sumie 500 zł. Rozdysponujecie je na różne rzeczy – na wyjście do restauracji, na weekednową balangę (na których nawiasem mówiąc, często wydaje się więcej, niż kosztuje weekendowy wypad za granicę), wizytę u fryzjera, zakupy i inne tego typu zachcianki. Nie ma szans, żeby zostało coś na wyjazd. My zmieniamy kolejność, przestawiamy myślenie. Na pierwszym miejscu stawiamy podróż. Kupujemy bilety, rezerwujemy noclegi, odkładamy gotówkę na wyjazd. Dopiero kiedy coś z tej sumy zostanie (a najczęściej nie zostaje :D), myślimy o nowych butach lub pójściu na koncert. Zadaj sobie pytanie: Czy koniecznie muszę iść ze znajomymi na piwo do drogiego baru? Może zaproponuję im wyjście na Wyspę Słodową albo zaproszę do siebie? Czy naprawdę potrzebuję nowych butów? Torebki? Sukienki? Czy na pewno muszę zjeść dzisiaj w tej restauracji, może pójdę do tańszej za rogiem? Czy koniecznie muszę iść na film do kina, skoro grają same gnioty, może obejrzę coś w sobotę podczas kina plenerowego na dachu centrum handlowego? Czy naprawdę potrzebuję samochodu w mieście, gdzie funkcjonuje komunikacja miejska i posiadam własny rower? Czy nie przeżyję bez czekolady tego dnia? Przewartościowanie Przewartościowujemy swoje życie i tym o to sposobem okazuje się, że wiele rzeczy/czynności wcale nie jest nam niezbędnych do godziwej egzystencji. Taki minimalizm życiowy jest ogromną zaletą. Ważniejsze jest to, żeby wyjechać, zobaczyć, poczuć, poznać, porozmawiać. Inwestujemy w wspomnienia, nie rzeczy. Wybieramy doświadczanie, nie kolekcjonowanie przedmiotów. Fryzura zaraz się rozwali, lakier do paznokci wyblaknie, film na dobrą sprawę można obejrzeć w domu. I tu nie chodzi o wyrzekanie się wszelkich przyjemności i wiedzenie pustelniczego życia. Po prostu przy każdej takiej sytuacji warto się zastanowić, czy naprawdę jest to rzecz/czynność, której potrzebujemy. Jeżeli komuś tak naprawdę zależy na podróżach lub konkretnej podróży, będzie w stanie robić takie wyrzeczenia, które w świetle późniejszych przeżyć w trakcie wyjazdu i tak kompletnie tracą na znaczeniu. Wiem, że możecie powiedzieć, że nam łatwo tak mówić, bo podróż jest dla nas największą przyjemnością i nie czujemy się tak, że na coś innego omija, skoro nie za bardzo nam na tym zależy. Pewnie, że czasem jest szkoda, kiedy widzimy piękne sukienki na sklepowych wystawach, zadowolonych ludzi w porządnych restauracjach, ludzi dojeżdżających do pracy własnymi samochodami. Ale każda chwila podczas podróży nam uświadamia, że to wszystko było tego warte i niczego nie żałujemy. I jeśli ktoś myśli podobnie, że chciałby podróżować i jest to jego największe marzenie – wszystkie inne zejdą na dalszy plan. Pieniądze są – ale nadal za mało? Poprzednie punkty umożliwiają nam zebranie jakiejś potrzebnej sumy na wyjazd. Kiedy zadbacie o podstawy, czyli o dochód z pracy (lub z innego źródła), oszczędność i zmianę priorytetów, uzyskacie jakąś kwotę, którą możecie przeznaczyć na podróż. I teraz przechodzimy do sedna sprawy – zdradzimy Wam pewien sekret. Pytanie nie sprowadza się do tego, skąd pieniądze brać, ale jak je spożytkować. W tym zdaniu zawarty jest nasz główny sposób na podróżowanie. Omówmy to na przykładzie. A więc mamy wypłatę. Umówmy się, że zarobiłeś 1000 zł. Ale jak rozdysponować te pieniądze? Myślisz „Za taką sumę mogę pojechać w miejsce X na tydzień czasu. Super. Ale Wy za taką samą sumę zorganizowaliście 4 wyjazdy”. Więc myślisz – Jak to możliwe? Niczym specjalnym się nie różnimy. Nie mamy lepszej pracy od Ciebie. Ba, nawet jesteś przekonany/na, że zarabiasz o wiele więcej od nas. Nie mamy bogatych rodziców, nie wygraliśmy na loterii. Więc jakim cudem za taką samą kwotę Ciebie stać na jeden, góra dwa wyjazdy, a my średnio raz w miesiącu pakujemy walizki? I tu dochodzimy do sedna sprawy. Do naszego złotego rozwiązania. Rozwiązania, które daje nam możliwość częstych wyjazdów i poznawania świata częściej, niż raz do roku. Mianowicie, rezygnujemy z komfortu. Komfort w podróży – czy nas na niego stać? A teraz zadaj sobie pytanie – na ile jesteś zdeterminowany, żeby poznawać cały świat? Na ile zależy Ci na podróżowaniu? Na ile kochasz ten moment, gdy z ciężkim plecakiem na plecach zamykasz drzwi od mieszkania i wyruszasz w nieznane? W odpowiedzi na to pytanie kryje się nasze rozwiązanie. Oczywiście, możemy za te konkretne 1000 zł pojechać do Mielna, zabawić się, spać w wygodnym hotelu, jeść w restauracjach 3 razy dziennie i ogólnie tarzać się w gotówce. My jednak robimy inaczej. PRZYKŁAD I – Transport. Lecimy ekskluzywnymi liniami czy tanim i niewygodnym Ryanairem? Opcja 1. – bilet w jedną stronę pochłonie większość naszego budżetu. Na miejscu będziemy mogli zostać jakieś 2,3 dni, nie wejdziemy do żadnej płatnej atrakcji, a żywić będziemy się poranną rosą. Opcja 2. – wybieramy tanią i niewygodną linię, na miejscu możemy zostać dajmy na to tydzień, zobaczymy rzeczy, o których marzyliśmy od dawna i spróbujemy miejscowych specjałów. Lecimy bezpośrednio czy z przesiadkami? Pierwszą czy drugą klasą? Dłuższą czy krótszą trasą? Odpowiedź zawsze będzie ta sama – ta gorsza. Ta mniej komfortowa. Bo rezygnując z wygodnego przejazdu, zyskujemy więcej czasu i możliwości w miejscu docelowym. PRZYKŁAD II – Nocleg. Śpimy w hotelu z pełnym wyżywieniem i prywatną łazienką czy w hostelu, w pokoju kilkuosobowym? Opcja 1. Nocleg w hotelu pochłania większość naszego budżetu. Na miejscu nie możemy sobie pozwolić na to, na co mieliśmy ochotę. Opcja 2. Wybieramy tani hotel, hostel, namiot, wolontariat czy couchsurfing. I nie jest komfortowo. W hostelu śpimy w jednym pomieszczeniu z dziesiątkiem obcych osób, mamy dla siebie tylko jedną łazienkę I zero prywatności, a często i nieprzespane noce, bo sąsiad nad głową śpiewa przez sen. A teraz się zastanówmy – ile dzięki temu zyskujemy? Dzięki temu będziemy mogli sobie pozwolić, żeby wjechać na szczyt wieży Eiffla, wejść do wymarzonego muzeum, zostać we Włoszech o tydzień dłużej czy spróbować orientalnej kuchni. Powyższe dotyczy wszystkich kwestii związanych z finansami. Nie zjemy dzisiaj obiadu w żadnej knajpie, za to zrobimy tosty w hostelowej kuchni. Dzięki temu będziemy mogli popłynąć gondolą w Wenecji. Coś za coś. Oddajemy komfort fizyczny w zamian za komfort psychiczny. Na tyle zależy nam na poznawaniu świata, że wolimy się przemęczyć w wieloosobowym pokoju, nie jeść przez 3 dni ciepłych posiłków czy męczyć się w 30 – godzinnej podróży, niż siedzieć w domu. Czy warto się tak męczyć? Dochodzi do paradoksu – chcemy jechać w podróż i mieć wygodnie – spać w super hotelu, lecieć bezpośrednio drogimi liniami i nagle okazuje się, że jednak nas na to nie stać. Co wtedy? Zostajemy w domu? Drugą opcją jest czasowa niewygoda i wyjazd bez względu na wszystko. Bo czy to w ostatecznym rozrachunku jest to takie istotne? To jak dojechaliśmy, to, że trochę bolą plecy od ciężkiego plecaka? O tym się zapomina. Pobyt na miejscu rekompensuje wszystko. Takie minimalistyczne podejście do życia i podróży wiele uczy. Nagle się okazuje, że człowiek jest w stanie (albo i nie, różnie bywa) obyć się tydzień bez Internetu, spać w niewygodnym namiocie czy wytrzymać dłużej niż się powinno bez prysznica (tego akurat nie lubimy :D). Przez to jeszcze mocniej docenia się wszystko, co się wiąże z podróżą. Samo dotarcie na miejsce jest jak zdobycie Everestu, każdy szczegół, każde miejsce które widzicie, każdy pyszny posiłek, którego spróbujecie, każda osoba którą poznacie – CIESZY BARDZIEJ. Intensywniej przeżywa się całą drogę i pobyt w miejscu docelowym. Nagle zaczyna się doceniać takie drobne szczegóły, na które nie zwracamy uwagi będąc w domu. Umiemy to docenić, że gdzieś jesteśmy. Pytanie: Co jest dla nas ważniejsze? Wygodny i luksusowy pokój czy sam fakt przebywania w jakimś wspaniałym miejscu? Bo umówmy się, nie jedziemy na drugi koniec świata po to, żeby swoje wakacje przeżywać w pokoju. Pokój ma być tylko miejscem, gdzie się wyśpisz, zostawisz bagaż i się wykąpiesz. Reszta nie ma znaczenia. Nie będziemy oglądać ścian tego pokoju, tylko wszystko to, co poza nim. Czyli biura podróży i ekskluzywne wyjazdy są złe? Zaznaczamy, że nie chodzi nam tu o to, że tylko taki sposób podróżowania jest tym właściwym, a ludzie, którzy korzystają z pięciogwiazdkowych hoteli to potwory. Oczywiście nie ! Możemy tylko zazdrościć takim osobom. Jeśli możecie sobie pozwolić na co najmniej jeden wyjazd w miesiącu i korzystanie z samych wygód, ten artykuł Was nie dotyczy. Sami nie obrazilibyśmy się, gdybyśmy mieli taką możliwość. Brzmi to jak bajka – możesz jechać w każdej chwili gdzie chcesz, kiedy chcesz, nie martwiąc się o to, że bilety kupione na ostatnią chwilę będą niebotycznie drogie. Póki co, gdy jesteśmy jeszcze studentami i początkującymi pracownikami, brzmi to dla nas jak nieosiągalna, acz wymarzona bajka. Ale czy jest to powód, dla którego wyrzekniemy się podróży? Czy tylko i wyłącznie dlatego będziemy siedzieć w czterech ścianach narzekając, że „ten to ma dobrze. Do Tajlandii znowu poleciał, ciekawe skąd ma kasę” ? Za bardzo nam zależy. Potrafimy wyrzec się komfortu, a w zamian za to otrzymujemy od losu miliony bezcennych przeżyć, o których będziemy pamiętać do końca życia. Będziemy wspominać właśnie je, a nie to, jaki kolor miały ściany w hotelu i czy stał w nim telewizor. Albo czy mamy pokój z widokiem na ocean. Czy nie lepiej po prostu pójść nad ten ocean? Wymieniamy wygodę na przygodę Dzięki temu możemy niemal w każdej chwili powiedzieć „ hej, jedziemy do Wiednia? Mamy 2 tygodnie do wyjazdu, uda nam się uzbierać trochę kasy, wezmę toster z domu a Ty zaklep dwa łóżka w hostelu”. A jeżeli zdarzy się sytuacja, że możemy spać w pokoju z widokiem na ocean lub zjeść kolację w fajnej restauracji – Boże, jak to cieszy! Gdy stoimy przed wyborem – komfort w domu a niewygoda w podróży, odpowiedz może być tylko jedna. Niewygodą byłoby zbyt długie siedzenie w jednym miejscu i stagnacja. To nasz sposób na częste podróżowanie, na ten moment najlepszy. Może za kilka lat nie będziemy musieli się przejmować takimi sprawami. Może będzie nas stać na loty Emiratesami w każdy zakątek świata. Łapiemy okazje Szukamy tanich lotów, latamy tanimi liniami, śpimy w hostelach, szukamy bezpłatnych atrakcji (a z płatnych wybieramy zazwyczaj te, które najbardziej chcemy zobaczyć), często gotujemy sami lub jemy w plenerze (a za to co jakiś czas możemy zjeść coś w jakimś super miejscu – wszystko zależy od cen w miejscu, w którym jesteśmy). Bardzo dużo czasu poświęcamy na przeglądanie blogów podróżniczych i poszukiwanie inspiracji. Nie wybieramy się w podróż do USA, bo takie mamy widzi mi się, a pieniędzy brak. Kierujemy się w miejsca, które są stosunkowo tanie, gdzie można tanio dotrzeć i żyć lub gdzie akurat znaleźliśmy tanie połączenia lotnicze. Gdy podróżujemy w pojedynkę, śpimy w hostelach, ponieważ płacenie za pokój prywatny się nie opłaca. Podróżujemy z przesiadkami, metodą żabich skoków, lotami łączonymi (we wrześniu lecimy do Azji z 3 przesiadkami :D). Na miejscu wybieramy najtańszą formę transportu. Miasta zwiedzamy pieszo, bo i wtedy można najwięcej zobaczyć. Ogólnie rzecz biorąc, korzystamy z dobrodziejstw internetu, który niezliczoną ilość razy podsunął nam rewelacyjne promocje, inspiracje, pomysły. Loty Uparłeś się, żeby spędzić wakacje na Mauritiusie. Bilety horrendalnie drogie, nie ma sposobu na tani transport na wyspę. Rozpaczasz, bo co zrobić, nie masz planów na wakacje. Nagle znajdujesz bilety do Tajlandii. Co zrobisz? Dalej obstajesz przy Mauritiusie czy łapiesz okazję i lecisz do Tajlandii? Czy wakacje w Tajlandii byłyby naprawdę takie tragiczne? My nie wymyślamy sobie kierunków i nie szukamy konkretnych lotów. To promocje lotnicze determinują kierunki naszych podróży. Obserwujemy wyszukiwarki lotów, fanpage linii lotniczych, bierzemy udział w konkursach podróżniczych, latamy z przesiadkami, z innych miast i krajów, z długimi postojami (na zwiedzanie, dodatkowy plus!) w miastach przesiadkowych, tanimi liniami lotniczymi, tylko z bagażem podręcznym, poza sezonem, kupując bilety z wyprzedzeniem (najlepiej w styczniu lub listopadzie) , nieustannie szukając nowych połączeń i nowych inspiracji, korzystając z trybu incognito – przestrzeganie każdej z tych zasad umożliwia nam tak dużo latać. Jeszcze nigdy się tak nie zdarzyło, że założyliśmy sobie z góry kierunek wyjazdu, odpaliliśmy wyszukiwarkę i znaleźliśmy od razu loty w interesujące nas miejsce w dogodnym terminie i w dobrej cenie. Zazwyczaj są to miesiące polowań lub łapanie szybkich i niespodziewanych okazji. W tym roku udało nam się kupić np. Bilety do Hong Kongu za 320 zł, do Albanii za 70 zł, Maroka za 90 zł. Jest to bardzo obszerny temat, o którym rozpisujemy się w przewodniku, gdzie krok po kroku tłumaczymy w jaki sposób kupować tanie bilety. Link- Transfer z lotniska Załóżmy, że przylatujesz do Agadiru w Maroku. Wszyscy taksówkarze pod lotniskiem krzyczą, że żadnego autobusu spod lotniska nie ma. I w sumie to prawda. Spod samego terminalu nic nie jeździ. Jesteś wygodny, to weźmiesz taksówkę, zapłacisz 200 dirham (80 zł) i dojedziesz pod sam hotel. Jesteś sprytny i cierpliwy – wyjdziesz z lotnika, przespacerujesz się kilka minut, dojdziesz na główną drogę pod lotniskiem i poczekasz. W końcu przyjedzie autobus miejski, który z przesiadką zawiezie Cię do miasta za pare złotych. Niewygodnie? Niespecjalnie. A zależy Ci na wyjeździe? To pojedziesz i tak. Możesz też zapytać na dziesiątkach grup podróżniczych, czy ktoś nie leci tym samym samolotem i nie chce się złożyć na taksówkę, ewentualnie zrobić to w samolocie lub pod lotniskiem. Można też złapać stopa. Często wystarczy poszukać i popytać, a okazuje się, że nie trzeba przepłacać, bo skądś odjeżdżają tańsze autobusy czy pociągi. Noclegi Najczęściej korzystamy ze strony Wpisujemy interesujące nas miejsce i datę, kiedy wyświetlają się wyniki, klikamy opcję „pokazuj według ceny – od najniższej”. Dzięki temu znalezienie odpowiedniego noclegu zajmuje kilka minut. Z reguły nie jeździmy też w drogie miejsca, więc nie mamy aż takiego problemu ze znalezieniem noclegu w rozsądnej cenie. Kiedy podróżujemy w pojedynkę, zawsze wybieramy hostele ( hostelbookers). Gdy nie możemy znaleźć odpowiednich dla nas cen, bo gdzies jest po prostu za drogo, sprawdzamy Airbnb i Couchsurfing. Może w danym miejscu mieszka Wasz znajomy albo rodzina? Warto zapytać, czy przygarnie Was pod swój dach. Jeśli jest naprawdę źle, stawiamy na namiot (chociaż w naszym przypadku zdarza się to niezwykle rzadko. Jednak jest to ogromna oszczęność, zwłaszcza w takich miejscach jak np. Islandia). Namiot będzie dobrym rozwiązaniem w krajach, gdzie legalnie można się rozbijać lub pola namiotowe są bezpłatne. Wolontariat – Opcji mamy setki. Ostatnio poznaliśmy dziewczynę, która dzięki temu, że studiowała coś związanego z biologią, dostała się na roczny wolontariat w chińskim Chengdu, gdzie opiekowała się pandami. Wystarczyła dobra wola i wysłanie maila. Organizacji zajmujących się wolontariatem jest mnóstwo. Wystarczy trochę poszperać w internecie i popytać na podróżniczych grupach. Workaway – Dużo osób korzysta z serwisu WorkAway, czyli portalu oferującego wolontariat. Na tej stronie ludzie z całego świata proponują Ci darmowy nocleg (Często z wyżywieniem) w zamian za pomoc np. przy budowaniu altanki, wyprowadzaniu psów, sprzątaniu pokoi, gotowaniu obiadów, robieniu zakupów, nauce języka, malowaniu domu itp. Najważniejsze, że na taki wyjazd możesz pojechać na dłużej – często nawet na kilka miesięcy. W ten sposób można spędzić cudowny miesiąc w Toskanii czy innym miejscu na świecie poznając lokalną kulturę od środka. Link – Trusted Housesitters – Lecisz do Australii, USA, Anglii czy Kanady i nie stać Cię na nocleg? Na to też jest sposób. Słyszeliście kiedyś o stronie, na której ludzie wyjeżdżający na wakacje oferują nocleg w swoim domu w zamian za opiekę nad swoim pupilem? Opcja jest lepsza niż na couchsurfingu, bo macie zazwyczaj cały dom lub mieszkanie dla siebie, nie krępuje Was obecność gospodarza. W zamian za to musicie nakarmić koty lub wyprowadzić psa na spacer. Ten portal najprężniej rozwija się w takich krajach, jak Australia czy Anglia, co jest dla nas zaletą, bowiem w tych państwach jest po prostu drogo. Link – Wyżywienie Szukamy rekomendacji w internecie, pytamy znajomych, sprawdzamy grupy podróżnicze, przeglądamy Tripadvisora pod kątem cen i lokalnych dań, robimy rekonesans przed wyjazdem. Dzięki temu już przed podróżą mamy zaznaczone miejsca, gdzie warto zjeść i dobrze i tanio. A najlepiej lokalnie. Dlatego prawie nigdy nie jemy przy głównych atrakcjach turystycznych, ponieważ one są z reguły nastawione na turystów, najczęściej drogie i niestety często jedzenie jest bardzo marne. Staramy się szukać miejsc, gdzie widać miejscowych. Jeśli oni tam jedzą, to my też możemy. Mieszkańcy stołujący się w danej restauracji, są dla niej najlepszą rekomendacją. Staramy się wybierać noclegi z udostępnioną kuchnią lub aneksem kuchennym. Wtedy nie musimy każdego posiłku spożywać w restauracjach. Śniadanie robimy sami, a obiad lub kolację jemy na mieście. Przekąski w ciągu dnia kupujemy w tanich supermarketach typu Lidl. Do tej pory nie jedliśmy lepszego śniadania, niż to w Wenecji – siedząc na ziemi, tuż nad kanałem, z widokiem na Canal Grande i wcinając bagietki z mozzarelą, pesto i pomidorami. A teraz ciekawy temat do przemyśleń. Słyszeliście może o freeganiźmie? To styl życia sprzeciwiający się konsumpcji i materializmowi, a także zbyt dużej produkcji żywności i jej marnowaniu. Ludzie nazywający się freeganami próbują zwrócić uwagę na ten problem poprzez ograniczenie własnych wydatków na żywność, po przez korzystanie z tego, co wyrzucają supermarkety, a co jest najczęściej nadal zdatne do spożycia. Jak to się ma do podróży? Wielu podróżnikó funkcjonuje w ten sposób, że odwiedza taki supermarket, wybiera z mnóstwa dobrych jeszcze prodktów różne artykuły spożywcze i w ten sposób żywi się w podróży. Sklepy wyrzucają często produkty dobre, ale tylko uszkodzone, takie których termin ważności dopiero się zbliża. Więcej na ten temat pisał autor bloga Kołem się toczy. Link – Transport Staramy się wybierać najtańszą opcję. W Albanii i Maroku były to autobusy, w Chinach będą to pociągi. Jeśli macie trochę wolnego czasu, warto zajrzeć na grupę „Non – stop w drodze”. Ogłaszają się tam osoby, które jadą do lub z Polski gdzieś do Francji, Anglii, Niemiec i innych krajów i kogoś ze sobą zabierają. Za darmo. Taka współczesna forma autostopu. Jeśli się da, korzystamy z tanich linii lotniczych (np. na terenie Włoch może się okazać, że taniej będzie lecieć Ryanairem niż jechać drogą lądową) lub autobusowych (np. Flixbus. Dosłownie wczoraj udało nam się kupić dwa bilety z Wrocławia do Warszawy za 1,90 zł). Na uwagę zasługuje też BlaBlaCar, gdzie często można znaleźć relatywnie tanie przejazdy. Na przykład, przejazd z Wrocławia do Drezna pociągiem kosztuje 80 zł w jedną stronę, a w serwisie BlaBlaCar można znaleźć przejazdy już od 35 zł. Miasta zwiedzamy z reguły pieszo. Z metra i autobusów korzystamy w ostateczności. Bagaż Tylko i wyłącznie podręczny. Dzięki temu jesteśmy w stanie sporo zaoszczędzić. Nie dość, że ulga dla portfela, to jeszcze mniej dźwigania. Sezon Podróżujemy poza sezonem. Jadąc do Włoch w Sierpniu macie pewność, że wydacie małą fortunę. Poza sezonem jest zawsze taniej, swobodniej, spokojniej, jest mniej turystów, a pogoda często jest lżejsza i bardziej znośna – same plusy. Przykładowo, końcówkę listopada 2017 roku spędziliśmy na Santorini (przy temperaturze 20 – stopniowej), gdzie dolecieliśmy z przesiadką w Atenach za 156 zł w dwie strony. Atrakcje Tutaj trzeba sobie wszystko przekalkulować. Może warto kupić kartę miejską/muzealną, dzięki której zwiedzimy więcej za mniej? Może jakieś muzeum przewiduje darmowe wejścia w niedzielę lub inny dzień tygodnia? Gdzieś mają zniżki lub darmowe bilety dla studentów? Gdzieś dzieci wchodzą za darmo? Może jest Noc Muzeów w danym mieście i wszyscy wszędzie wchodzą za darmo? Zawsze sprawdzamy ceny przed wyjazdem i konkretne miejsca, opinie o nich. Im szybciej będziemy świadomi cen, tym szybciej zaczniemy oszczędzać, a tym samym też oszczędzimy więcej i będziemy mogli wejść do większej ilości atrakcji. Bo kto by chciał zapłacić kilkanaście euro za jakąś badziewną atrakcję. Dużo liczymy – może zamiast do tego miejsca da się w tej samej cenie wejść do dwóch innych? Na tej jednej atrakcji zależy Ci tak bardzo, że jesteś gotowy zrezygnować z innych? Wybierz te miejsca, które Cię najbardziej interesują. Zwłaszcza, jeżeli istnieje prawdopodobnieństwo, że kiedyś do tego miejsca będziesz mógł wrócić. Biura podróży Nigdy nie jeździmy z biurami podróży. I nie dlatego, że mamy coś przeciwko. Sami widzimy, jak dużo czasu zajmuje zaplanowanie wyjazdu, więc absolutnie nas nie dziwi, że ludzie pracujący i często też wychowujący dzieci, po prostu nie mają siły i czasu, a czasem też umiejętności, by taki wyjazd zaplanować. W końcu wakacje to wakacje, człowiek chce odpocząć. Nie jeździmy z biurami, bo pomijając już kwestię, że nie lubimy dostosowywać się do grupy, to jest to po prostu za drogie. Obecnie przez internet można zaplanować niemal każdą podróż – kupić bilety lotnicze, zarezerwować noclegi, wykupić wycieczki organizowane na miejscu, znaleźć przewodników, odpowiednie restauracje, załatwić sprawy wizowe czy wykupić ubezpieczenie. Wszystko możemy zrobić sami, wystarczy trochę cierpliwości, czasu i wiary w siebie. Często po powrocie z wyjazdu porównujemy swoje trasy i wydatki z samodzielnej podróży z tymi proponowanymi przez biura. Zawsze wychodzi taniej robiąc to samemu. Jeśli jesteście osobami, które po prostu chcą pojechać na wakacje, odpocząć, zobaczyć kawałek świata, ale nie mają takiego parcia na szkło, by robić to kilkanaście razy do roku, to biuro podróży wystarczy. Ale w momencie, gdy chcecie podróżować naprawdę dużo, co najmniej kilka razy do roku, wycieczki zorganizowane stają się już trochę problematyczne – zapłacić za każdą około 4 tysiące złotych (to średni koszt wyjazdów z biurem), przy założeniu, że chcecie pojechać gdzieś co najmniej kilka razy w roku? Trochę dużo. Wszystkie te opcje sprowadzają się do jednego – do rezygnacji z komfortu. Trzeba poświęcić trochę czasu na szukanie, czytanie, planowanie. Nie lecimy tam gdzie akurat chcemy, nie wypożyczamy auta, nie wchodzimy do pierwszej lepszej restauracji, upychamy cały bagaż w niewielkim plecaku. Może to i niewygodne, ale na ten moment – najlepsze. Bo daje nam szansę na wyjście z domu i umożliwia podróżowanie. Wykorzystaj życiowy moment, w jakim akurat się znajdujesz Dobrze jest być świadomym możliwości, jakie nam daje życie. Jesteś studentem? Korzystaj ze zniżek. Właśnie skończyłeś 18 lat? Unia Europejska przyznaje w dniu 18 urodzin darmowe bilety na pociągi po Europie. Jesteś młodą mamą? W większości linii lotniczych małe dzieci podróżują za darmo, a w ogromnej liczbie atrakcji na całym świecie dzieci otrzymują bezpłatne bilety. Posiadasz jakąś umiejętność, którą można wykorzystać w pracy lub na wolontariacie za granicą? Wykorzystaj ją. Masz rodzinę/znajomych zagranicą? Zapytaj, czy możesz ich odwiedzić. Jak łączymy częste podróże z codziennym życiem? Magda – studiuję, więc jestem bardzo elastyczna. Potrafię wygospodarować czas, co na studiach nie powinno stanowić problemu. Mam trzy miesiące wakacji i wiele wolnych dni w trakcie roku. Jeżeli odpowiednio poukładam sobie zajęcia, tak naprawdę w każdej chwili mogą gdzieś wyjechać chociaż na kilka dni. Jest to ogromne ułatwienie, z którego trzeba korzystać, póki można. Mam legitymację studencką, która uprawnia mnie do wielu zniżek – do podróżowania pociągami za pół ceny, darmowego lub co najmniej tańszego biletu wstępu do wielu atrakcji. Byłam na wymianie w Hiszpanii, a jako studentka mogę również wziąć udział w programie Erasmus. Przez miesiąc mieszkałam w Jerozolimie u polskich sióstr zakonnych, które zawsze potrzebują wolontariuszy do pomocy w robieniu zakupów i sprzątaniu pokoi, w zamian ze dach nad głową i trzy posiłki dziennie. Na pierwszym roku studiów na dobre wyniki w nauce dostawałam stypendium, które bardzo ułatwiało mi podróże po Polsce i okolicznych krajach. Kieszonkowe w liceum czy każdą gotówkę, którą dostawałam np. jako prezent urodzinowy, przeznaczałam na zakup biletów i rezerwacje noclegu w hostelach, a nie przepijałam na kolejnych imprezach. Pierwsze samodzielne (i czasem solo) wyjazdy były blisko, najczęściej tam, gdzie da się dolecieć Wizzairem lub dojechać Polskim Busem (Budapeszt za 15 zł, Berlin za 30 zł, Praga za 2 zł). Internet to niezastąpione źródło informacji i możliwości. Poza tym jestem mózgiem każdego wyjazdu i potrafię wynajdywać ciekawe oferty, tanie loty itp. Na 1. zdjęciu widać, że zawsze podróżuje z małym bagażem. Marcin – ma doskonałą pracę, bo zdalną. W każdej chwili może spakować laptopa i polecieć na drugi koniec świata. Potrzebne jest mu tylko dobre wifi. W zeszłym roku spakował manatki i z dnia na dzień poleciał do Chorwacji. Wstawał o 4 rano, pracował do południa, a resztę dnia poświęcał na zwiedzanie. Plusem jest to, że ma bardzo wyrozumiałych szefów, którzy sami wiele podróżują i nie obchodzi ich to, gdzie Marcin się znajduje – najważniejsze, aby wykonał swoje obowiązki. Poza tym, praca w branży IT jest bardzo intratnym zajęciem i wykonując zawód programisty nie trzeba się specjalnie martwić o pieniądze na wyjazdy. Zwłaszcza, jeśli jest się zatrudnionym w porządnej firmie. Jednak wiąże się to z ciężką pracą i poświęceniem, z nieba mu nic nie spadła. Ciężko sobie chłopak zapracował na taką pozycję, jaką ma. Do tego dochodzi jeszcze wiele służbowych podróży, zwłaszcza do Finladnii, w której nawiasem mówiąc, mieszkał całe życie. Kawał świata zwiedził też z rodzicami. Dzięki temu, że rodzice, rodzeństwo, kuzynostwo i znajomi są rozsiani po całym świecie (Finlandia, Słowenia, RPA, Kazachstan, Pakistan), może sobie pozwolić na wyjazdy w tych kierunkach. Na 1. zdjęciu Marcin w Chorwacji na wyspie Brac,w szczerym polu ma meeting w pracy 😀 Martynka – dopiero co skończyła studia i korzystała z tych samych dobrodziejstw, z których korzystam ja, Magda. Dużo wolnego czasu, wymiany, wyjazdy studenckie, legitymacja studencka – to zalety studiów, które dają możliwość częstych wyjazdów. Istotne jest to, że ma talent do języków, co umożliwiło jej pracę za granicą. Studiowała italianistykę, więc biegle posługując się językiem włoskim, wyjechała do pracy do Włoch jako au pair. Spędziła w słonecznej Ligurii prawie dwa miesiące, gdzie kilka godzin dziennie opiekowała się dziećmi, a dużą część czasu poświęcała na zwiedzanie regionu, poznawanie nowych ludzi i szlifowanie języka. Wcześniej spędziła całe wakacje w Anglii, gdzie praca była co prawda cięższa, ale okolica do poznawania równie ciekawa. Opcji takich wyjazdów jest sporo. Bardzo popularne są programy Work&Travel, dzięki którym młodzi ludzie wyjeżdżają na dłużej do Stanów. Tam przez kilka miesięcy pracują w jakimś ciekawym miejscu, a przez resztę pozostałego czasu zwiedzają. Inną pasją Martyny jest śpiewanie i gra na ukulele. Kiedyś w Barcelonie siedząc pod fontanną i śpiewając zebrała w pół godziny 20 euro, chociaż wcześniej tego nie planowała. Po prostu odpoczywaliśmy po zwiedzaniu słuchając jej brzdękania 😀 Na 1. zdjęciu Młynia podczas zwiedzania Ligurii. Piotrek – posiada zawód, który sprawdzi się wszędzie i nie będą mu potrzebne do tego żadne papierki. Piotrek jest kucharzem, a że człowiek jeść musi, to znalazłby pracę nawet na końcu świata. Spędził ponad rok w Bawarii, gdzie gotował nawet dla obecnego króla Tajlandii, a wolny od pracy czas poświęcał na eksplorowanie okolicy. Ciekawa praca, doświadczenie lub umiejętności potrafią zdziałać cuda. Warto pomyśleć, czy nie można robić czegoś użytecznego w innym zakątku naszego globu i połączyć tego z podróżowaniem. Piotrek może w każdej chwili przenieść się z miejsca na miejsce i znaleźć pracę w kilka dni. Tutaj z kolei problem stanowi praca w każdy świątek, piątek czy niedziela, ale umiejętne łączenie urlopów z dniami ustawowo wolnymi, może dać niezłe efekty. Na przykład, w tym roku 1 i 2 listopada wypada w czwartek i piątek. Wystarczy wziąć jeden dzień wolnego i już macie długi weekend. Piotrek praktykuje to od dawna i zazwyczaj udaje mu się znaleźć chociaż kilka dni na wyjazd. A jeśli nie, to ma na tyle odwagi, by zmienić pracę – bo na tyle zależy mu na wyjeździe. Dla dobrego kucharza zawsze gdzieś się znajdzie miejsce. Na zdjęciu Piotrek podczas zwiedzania Bawarii. Ale Wy macie lepiej, niż my! Wiemy, co zaraz powiecie. Że mając pracę na pełen etat się nie da, że z dziećmi to nie takie łatwe, że schorowani ludzie nie mają takich możliwości, że mamy prościej niż Wy. Za mało zarabiam, nie mam czasu, nie mam sponsorów, nie mam bogatych rodziców – no i ? My też nie mamy. Ale umiemy docenić to co mamy i to wykorzystać. Dysponujemy wolnym czasem, mamy dobre lub bardzo dobre prace, wykształcenie i doświadczenie, żyjemy w świecie możliwości i Internetu, o których to nasi rodzice i dziadkowie mogli tylko pomarzyć. Mamy rodziców, którzy widząc nasze starania i zapał podczas pierwszych wojaży, często przed wyjściem z domu wsuwali nam do kieszeni pare złotych lub pożyczali pieniądze na bilet, kiedy w danym momencie nie było nas stać na skorzystanie z promocji. Blog powoli zaczyna przynosić nam jakieś korzyści – niewielkie, ale zawsze jakieś. Jesteśmy zdrowi, nie mamy dzieci, nie musimy się martwić o to, co włożyć do garnka. Z drugiej strony, nikt nam tego nie dał. Nikt nam nie płacił w całości za wyjazdy, nikt nie sponsorował. Wszystko to, co teraz mamy i robimy, zawdzięczamy tylko sobie. Zwłaszcza blog jest efektem długotrwałej i ciężkiej pracy. Znamy (lub czytamy blogi takich ludzi), którzy podróżują z dziećmi, w pojedynkę, autostopem, na wózku inwalidzkim, starym busem, rowerem, chociaż zarabiają również niewiele i pracują na pełnym etacie. Co więcej, znajdują czas, by o tym pisać. I to właśnie dzięki im nigdy nie uwierzymy w narzekania, że się nie da. Oni są dobitnym przykładem, że jak się chce, to można. Sami staramy się praktykować tę zasadę. Na czym tak naprawdę Ci zależy? Nigdy nie próbujemy porównywać się z innymi, bo tak naprawdę – skąd możemy wiedzieć kto ma łatwiej? Każdy z nas zapracował sobie na wszystko co ma, zapracował za siebie i na życie, jakie wiedzie. Porównywanie, że ten miał łatwiej, bo rodzice mu płacili, a ta ma łatwiej, bo nie ma dzieci, kompletnie mija się z celem. Nigdy nie wiemy jaką drogę ktoś przebył, żeby znaleźć się w tym miejscu, w jakim się obecnie znajduje. Jeżeli ktoś naprawdę chce podróżować, to mu się uda. Nie musi to być od razu Japonia czy Nowa Zelandia. Można zacząć metodą małych kroczków. Można najpierw próbować blisko, na krótko, na spokojnie. Na wszystko przyjdzie przecież czas – także na dalsze podróże. Jeżeli komuś naprawdę na tym zależy, to będzie się cieszył, że może wyjść z domu, zobaczyć kawałek nieba. I nie będzie miało znaczenia, którego nieba. W domu zostaną malkontenci. Po opublikowaniu tego wpisu z pewnością pojawi się krytyka, że jak zaznamy tego czy tamtego, albo gdyby nam zabrakło tego i tego, to wtedy byśmy wiedzieli, że podróżowanie wcale nie jest takie łatwe. Okej, przyjmujemy krytykę na klatę. Ale to nadal nie zmienia faktu, że my jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, czyli w drodze do kolejnego pięknego kraju, a malkontent siedzi w domu przed ekranem i hejtuje, zamiast pomyśleć, zainspirować się, zadziałać, by zmienić coś na lepsze. I skończmy z zazdrością. To, że ktoś gdzieś był/jest/będzie to znaczy, że sobie na to sam zapracował lub umiał wykorzystać sprzyjający los i okoliczności. Z nieba nic samo nie spada. Lepiej tę energię i czas poświęcić na namysł, co sami możemy zrobić, by mieć lepiej. Czyli nastawienie, a nie pieniądze! Bo to ostatecznie nie o pieniądze się rozchodzi, ale o Twoje nastawienie i o to, czego pragniesz od życia. Wszystko da się zrobić. Może nie stać Cię teraz na wymarzony wyjazd do Australii, ale jeżeli naprawdę kochasz podróże, to zadowoli Cię nawet wycieczka w niedalekie góry czy krótki pobyt nad jeziorem w miejscowości obok. Bo kto powiedział, że dalej świat musi być piękniejszy od tego zaraz obok, na wyciągnięcie ręki? A więc, na ile zależy Ci na podróżowaniu? Umiesz wyrzec się swojego komfortu, czy nadal będziesz szukać wymówek? Odpowiedzi Sama osobiście byłam w czechaach i jest tam parę fajnych rzeczy możesz wziąść ok . 100 zł :) bobo:):* odpowiedział(a) o 18:59 hmmm też sądzę żebyś wzięła ok 100 zł albo 150 żeby ci wystarczyło oczywiście nie bądź wtedy za bardzo rozrzutna :) izunia23 odpowiedział(a) o 19:33 ale czy na 5 dni to nie za mało ja myślkałam 500 400 zł a wogóle tam jest inna jednostka monetarna korony czeski izunia23 odpowiedział(a) o 19:34 ale czy na 5 dni to nie za mało ja myślkałam 500 400 zł a wogóle tam jest inna jednostka monetarna korony czeski Uważasz, że ktoś się myli? lub Kiedy mówiłam, że pierwszy raz w życiu wybieram się do Pragi praktycznie każdy był zdziwiony „Jak to Ty jeszcze nie byłaś?”. Tak się czasem składa, że podróżujemy daleko, ciągnie nas do Azji czy Afryki, a najbliższe atrakcje zostawiamy sobie na później. Tak było w moim przypadku z Pragą, choć życzyłabym sobie wybrać inny, mniej turystyczny czas na jej odwiedzenie, niż długi, sierpniowy weekend. Wystarczy jednak zejść z utartych szlaków i najpopularniejszych tras, by znaleźć w Pradze prawdziwe perełki. O tym jak zaplanować wyjazd do Pragi, jak się przygotować i gdzie spać dowiecie się z praktycznego posta otwierającego cykl o Pradze. Jedziemy? Spis treści1 Jak dostać się do Pragi? Własne auto2 Czeska waluta3 Komunikacja miejska w Pradze i dojazd z lotniska4 Gdzie spać w Pradze?5 Zwiedzanie Pragi – przydatne tricki6 Gdzie zjeść tradycyjne czeskie dania?7 Ubezpieczenie8 Pozostałe posty z Pragi Jak dostać się do Pragi? Samolot to opcja najszybsza i najwygodniejsza, szczególnie, jeśli podróżujemy z centralnej lub północnej Polski. Bezpośrednie połączenia oferują: PLL LOT oraz Czech Airlines z Warszawy (WAW) – cena już od 134€ Sprint Air z Radomia – ceny już od 70€ Oczywiście do Pragi można dolecieć również innych miast z przesiadką: Ryanair z Warszawy-Modlin z przesiadką w Brukseli od 54€ Ryanair + WizzAir z Gdańska z przesiadką w Brukseli od 59€ Ryanair z Krakowa z przesiadką w Brukseli od 72€ Ryanair + WizzAir z Katowic, z Poznania czy ze Szczecina z przesiadką w Londynie od 72€ W wyszukaniu najkorzystniejszego połączenia pomoże Wam moja ulubiona wyszukiwarka Pociąg to opcja atrakcyjna cenowo, choć zajmie nieco więcej czasu. Intercity uruchomiło specjalną ofertę z Warszawa, Krakowa i Katowic do kilku europejskich miast, do Pragi. W promocji bilety kosztują od 19€ z Krakowa do 24€ z Warszawy i Katowic. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie w zakładce Dla Pasażera – Oferty zagraniczne. Autobus to opcja zdecydowanie najtańsza, ale też podróż będzie najdłuższa. Połączenia do stolicy Czech oferuje Lux Express z Warszawy, Krakowa, Rzeszowa i Kielc już od 12€! Do wyboru są przejazdy nocne (wyjazd 23:00, przyjazd ok. 7-8:00 rano) lub popołudniowe (wyjazd ok. 13-15:00 i przyjazd na 22-23:00). Lux Express oferuje wybór miejsca i standard nieporównywalny do Polskiego Busa, który też kursuje do Pragi. Własne auto daje na pewno najwięcej swobody i jeszcze szczególnie użyteczne, jeśli jedziemy z południa Polski, jednak aby poruszać się po Pradze raczej Wam się nie przyda. Po mieście warto poruszać się komunikacją lub pieszo, dodatkowo dochodzi opłata za parkowanie – ok. 1€ za godzinę. Warto więc jazdę własnym autem przeanalizować. Czeska waluta Obowiązującą w Czechach walutą jest korona, którą można wymienić właściwie w każdym kantorze. Przelicznik na czas mojego wyjazdu to 1 CZK = 0,17 PLN. W kantorach w Pradze wymienicie również złotówki. Komunikacja miejska w Pradze i dojazd z lotniska Komunikacja miejska w Pradze jest banalnie prosta i dobrze rozwinięta, jednak zawracam uwagę na mylące czasami nazwy przystanków. Np. stacja metra Hradcanska to nie najlepszy przystanek, jeśli chcemy zwiedzić Hradczany, podobnie przystanek nazwany jak Dworzec kolejowy nie oznacza, że jest on tuż obok (w rezultacie trzeba przejść przez park). Dlatego nie zawsze warto się sugerować nazwą, lepiej działać na logikę. Poza tym komunikacja jeździ często, rozkłady są aktualne i czytelne a poruszanie się metrem niezwykle wygodne. Warto ściągnąć sobie mapkę komunikacji i mieć zawsze w kieszeni, by zwiedzając miasto oszczędzać możliwe nogi. Aktualne schematy znajdziecie tu: Przy pobycie 2-3 dniowym warto zakupić bilet dobowy (110 CZK) lub od razu 3 dniowy (310 CZK) i od tej pory wsiadacie i przesiadacie się dowolną ilość razy w ciągu kolejnych 72h. Ten bilet obowiązuje również na autobus z lotniska, z którego dojazd do centrum jest banalnie prosty. Autobus 119 dojeżdża do Nádraží Veleslavín a tam przesiadacie się do zielonej linii metra i po kilku przystankach jesteście w centrum. Gdzie spać w Pradze? Podczas weekendowych wypadów lubię spać w hostelach. Zwykle świetna lokalizacja, niska cena noclegu oraz możliwość poznania nowych ludzi to niezaprzeczalne zalety spania w hostelach. Tym razem nocowałam w Sophie’s Hostel, który jest częścią Bohemian Hostels Prague oferujących noclegi również w 5 innych obiektach – każdy z nich dostosowany do innej grupy docelowej. Sophie’s Hostel to przyjazna przystań dla backpackersów, podczas gdy mieszczący się naprzeciwko Miss Sophie’s to już klasyczny hotel z pokojami 2 i 3-osobowymi. Sophie’s Hostel położony jest dosłownie 2 min od stacji metra Pavlova i przystanku tramwajowego Štěpánská (skąd 22 dojedziecie bezpośrednio na Stare Miasto i na Hradczany). Hostel mieści się w zabytkowej kamienicy w stylu Art Nouveau z XIX wieku, pokoje są więc bardzo wysokie i przestronne. Do wyboru są pokoje prywatne, apartamenty oraz dormitoria (damskie i mieszane). Ja wybrałam 5 osobowy pokój dla dziewczyn, w którym poza sypialnią do naszej dyspozycji była w pełni wyposażona kuchnia oraz łazienka. Na dole poza recepcją dla gości dostępny jest bar oraz rano śniadanie w dwóch wariantach: zimny bufet, płatki, owoce oraz napoje, w tym kawa i herbata za 150 CZK oraz wersja bardziej rozbudowana za 200 CZK z daniami na ciepło (jajecznica, omlet, naleśniki). Po śniadaniu część wspólna znowu dostępna jest dla wszystkich gości, przy piwie czy kawie można posiedzieć, wygodnie popracować na komputerze czy po prostu pogadać. Noclegi w Sophie’s Hostel zaczynają się już od 10€ za osobę w dormitorium. Zwiedzanie Pragi – przydatne tricki Musicie wiedzieć, że do Pragi wybrałam się chyba z najbardziej popularnym terminie, czyli w czasie długiego, sierpniowego weekendu, dlatego zwiedzanie miasta było niemałym wyczynem. Bazując na swoich doświadczeniach mam dla Was kilka tricków jak sobie zwiedzanie w zatłoczonej Pradze nieco ułatwić: Darmowy taras widokowy na Tańczącym Domu – podczas gdy pozostałe punkty widokowe w ścisłym centrum są płatne (między 90-130 CZK) taras widokowy będący częścią kawiarni na nowoczesnym Tańczącym Domu jest zupełnie darmowy, a widoki też bardzo przyjemne. Więcej o punktach widokowych w Pradze. Dojazd na Hradczany – jeśli nie chcecie się wspinać pod górę (nie jest to atak szczytowy, ale spory kawałek trzeba się powspinać) polecam Wam wjechać powyżej Zamku i schodzić w dół. Na górę dowiezie Was tramwaj 22, wysiąść należy na przystanku Pohořelec, a potem już elegancko schodzić w dół, aż do Zamku. Most Karola w sierpniu przypomina ruchliwą ulicę, gdzie turyści przelewają się od rana do wieczora. Jednak jeśli wybierzecie się tu między 7:00 a 9:00 rano, sytuacja będzie wyglądała znacznie lepiej. Jedynie kilku turystów, stragany z pamiątkami jeszcze się nie pojawiają, można swobodnie spacerować i robić zdjęcia. mTicket na wieżę widokową Starego Ratusza – jedno z obowiązkowych miejsc i jeden z najciekawszych punktów widokowych w mieście, na który wdrapać się po prostu trzeba. Jednak bilety (130 CZK) sprzedawane są w kasie Ratusza (tuż obok astronomicznego zegara), podczas gdy wejście znajduje się w Informacji Turystycznej obok. Nie widać więc kolejki i dopiero na 3 piętrze, tuż przed faktycznym wejściem widać ilu chętnych jest na wejście. W moim przypadku czekałam 25 minut! Okazuje się jednak, że gdybym była sprytniejsza, to nie dość, że bym nie stała w kolejce, to jeszcze zaoszczędziła. Jak? Dzięki mTicket, który kupuje się online w cenie 110 CZK i dzięki któremu omijamy kolejkę, kierując się od razu do wejścia na wieżę. Wierzcie mi, warto. Więcej: Gdy już jesteśmy przy punktach widokowych, jeśli chcecie wejść na obie wieże widokowe przy Moście Karola, kupcie łączony bilet na obie za 150 CZK (zamiast 90 CZK + 130 CZK, jeśli kupowalibyście bilety pojedynczo). Rower wodny na Wełtawie – zmęczeni chodzeniem, wciąż ciekawi zwiedzania i chętni na spojrzenie na miasto z innej perspektywy? Rowerek wodny będzie idealny. Godzinny relaks na Wełtawie za 350 CZK (za rower, za godzinę) to jedne z lepiej wydanych pieniędzy w Pradze. A widoki bardzo przyjemne! Poza klasycznymi zabytkami Praga oferuje też ciekawe i nieoczywiste atrakcje, jak np. graffiti Johna Lennona na wyspie Kampa, tuż przy Moście Karola czy prace uznanego artysty Davida Černý, który stworzył „wiszącego Kafkę”, Św. Wacława na zdechłym koniu i kilka innych ciekawych prac. Więcej przeczytacie niebawem w oddzielnym poście. Ale jeśli tylko możecie – unikajcie weekendów! Gdzie zjeść tradycyjne czeskie dania? Restauracji i barów serwujących tradycyjne czeskie dania jest całe mnóstwo, wszędzie poziom cen, jak i standard lokalu będzie podobny. Polowałam 3 dni na polecany mi wcześniej lokal Hany Bany przy Veleslavínova 58/5, jednak otwierają go dopiero o 15:00, długo po moich potrzebach obiadowych. Natomiast nieopodal trafiłam do Restaurace u Parlamentu przy Valentinskiej 52/8, na Starym Mieście. Choć kuchnia czeska być może nie podbiła moich kubków smakowych to niektóre dania w tym lokalu przypadły mi do gustu. Skoro jesteśmy już przy potrawach, warto wspomnieć o czeskich tradycyjnych przysmakach. Gulasz z klendlikami na pewno na długo pozostawi Was najedzonymi, zwykle są to bardzo duże porcje. Poza tym polecam smażony ser a’la camembert podawany z żurawiną oraz ze słodkości trdelnik, który można w Pradze kupić na każdym kroku. Wykonane z walcowanego ciasta rożki, owijane są wokół kija, a następnie grillowane i posypane cukrem wymieszanym z orzechami oraz z cynamonem. W środku mogą znaleźć się owoce z bitą śmietaną albo lody. Grzechu warte! Ubezpieczenie Weekendowy wypad do europejskiej stolicy może uśpić nieco naszą czujność, jednak nie zapominajmy o ubezpieczeniu. Poza Europejską Kartą Ubezpieczenia Zdrowotnego warto wykupić, choćby najprostszy pakiet ubezpieczeniowy. Kilka złotych dziennie i macie święty spokój. Wierzcie mi, nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Pozostałe posty z Pragi I jak Ci się podoba Praga? Wybierasz się do czeskiej stolicy? Masz pytania, na które odpowiedź nie pojawiła się w tekście? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję! Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia! Naprawdę nie trzeba wydawać wielu pieniędzy na krótki wyjazd i zmianę otoczenia. City break można spędzić w jednej z tańszych europejskich stolic, której atrakcje niezmiennie zachwycają turystów, i to nie tylko tych z Europy. Oto kilka wskazówek, jak spędzić miły i budżetowy weekend w Pradze lub Budapeszcie. Podstawowe koszty Dojazd do Pragi nie wymaga ani zbyt wiele czasu, ani wielkich pieniędzy. Do wyboru są: podróż własnym autem, busy, pociąg lub też samolot. Bilet podróżniczy, w zależności od odległości punktu startowego, może kosztować nas już od kilkunastu złotych w jedną stronę. Identycznie jest w przypadku Budapesztu. Wybierając się jednak samochodem, warto pamiętać, że do stolicy Węgier jedzie się przez dość górzyste tereny Słowacji. W obydwu stolicach możemy także znaleźć stosunkowo tanie miejsca noclegowe – już od kilkudziesięciu złotych za noc, można znaleźć dla siebie przytulny hostel, albo (w okresie wakacyjnym) łóżko w akademiku. Szeroka oferta pozwala na wybór między hotelami, apartamentami czy tańszymi mieszkaniami. Atrakcje W Pradze można przejść się słynnym mostem Karola, zobaczyć Hradczany wraz z zamkiem i zabytkową katedrą, zajrzeć na Złotą Uliczkę czy zobaczyć panoramę miasta ze wzgórz Petrin i Wyszehrad. Warto też zobaczyć zabytkowy ratusz ze słynnym zegarem astronomicznym czy przejść się uliczkami żydowskiej dzielnicy Josefov. Dla miłośników sztuki też znajdzie się wiele okazji do jej podziwiania, szczególnie ciekawe wydawać się może muzeum Alfonsa Muchy czy muzeum Franza Kafki. Nie inaczej jest w przypadku Budapesztu, w którym co krok napotkać można piękne, monumentalne budowle. Do zobaczenia jest na pewno robiący wrażenie budynek Parlamentu, Bazylika Św. Stefana, Opera czy budynek Starej Synagogi. Przyjemny będzie także spacer po Moście Łańcuchowym, Wzgórzach Zamkowych czy też wyprawa na górę Gellerta, stąd podziwiać można panoramę miasta. Ciekawym miejscem, choć nieco oddalonym od centrum, jest Plac Wolności i sąsiadujący z nim kompleks zamkowy z pięknym parkiem. Stolica Węgier to z pewnością jedna z najbardziej malowniczych metropolii Europy. | fot.: Fotolia Te atrakcje to tylko kilka z możliwości spędzania wolnego czasu w tych dwóch europejskich stolicach. Specyfika dużych miast powoduje, że właściwie każdy znajdzie coś dla siebie. Kulinaria Nie ma udanej podróży bez smakowania lokalnych specjałów. Będąc w Pradze, nie sposób nie spróbować smażonego sera, pysznych żeberek, mięsa z kaczki czy różnych rodzajów knedliczków. Do tego oczywiście obowiązkowe będzie piwo, które w Pradze jest po prostu wyśmienite i niezwykle różnorodne. Jego popularność sprawia też, że za zimne piwo nie zapłacimy zbyt wiele koron. Zaczynając swój pobyt w Budapeszcie, warto wybrać się na langosze, które są rodzajem placka ze śmietaną i serem. Na obiad z pewnością idealnym lokalnym daniem będzie gulasz czy też zupa węgierska. Smakowite są różnego rodzaju kiełbasy węgierskie, które można nawet zabrać ze sobą w podróż powrotną. Węgry to kraj, gdzie popija się wyśmienite wino, dlatego za lampkę tego trunku, na przykład do obiadu, zapłacimy naprawdę niewielką kwotę. KFE

ile zabrać pieniędzy do pragi na weekend